Przejdź do treści

Kulawa a 24h drogi do Sydney

Fragment mapy Google z zaznaczonym na niebiesko lokalizacją w Polsce oraz celu - Sydney w Australii.

Wielu fanów Kulawej Warszawy wie, że gram w rugby (ciężko to ukryć, skoro co chwilę wrzucam informacje na temat tej dyscypliny :P), niektórzy też wiedzą, że gram w Reprezentacji Polski. Jeżeli obserwujesz nas na facebooku, to wiesz też, że nasza kadra dostała się na Mistrzostwa Świata w Sydney! Oprócz sportowych zmagań, bardzo ciężkiej, długiej drogi do tego celu, były też wyzwania finansowe. Dzięki Wam, kibicom, organizacjom, instytucjom i mediom udało się w niesamowitym tempie uzbierać niezbędną kwotę! Za co ponownie ogromnie dziękuję! 

A teraz czeka nas 24h drogi do Sydney….

  Fragment mapy Google z zaznaczonym na niebiesko lokalizacją w Polsce oraz celu - Sydney w Australii.
źródło: google.com/maps

Wielu osobom wydaje się, że kiedy uprawia się sport, jeździ na zawody, to tyle się zwiedza, ma się dużo wolnego czasu itd. Nic bardziej mylnego, przynajmniej w moim przypadku. Zazwyczaj widzę lotnisko, drogę do hotelu i halę. Może jeszcze drogę z hotelu na halę, jak są akurat nieco dalej od siebie. Czasami, jak się uda coś więcej zobaczyć, to jest to naprawdę wyjątkowa sytuacja. Ale nie oszukujmy się i tak to kocham!

Za kilka dni ruszamy na Mistrzostwa Świata w Sydney i zanim poczuję sportowe emocje, adrenalinę wchodząc na boisko, grając przeciwko najlepszym reprezentacjom krajów na świecie, muszę jakoś przetrwać drogę. Do tej pory najdłużej leciałam chyba 2,5 godziny i było to męczące, a tym razem będę musiała przetrwać np. 15 h. Zaczęłam czytać różne porady na ten temat.

Co zrobić, żeby szybciej minął czas? Czytać książki, oglądać filmy (trzeba pamiętać o dodatkowej baterii, żeby laptop/tablet/telefon nie stał się dodatkowym, zbędnym ciężarem w torbie podręcznej). Jak się ubrać? Przede wszystkim wygodnie, na cebulkę i najlepiej mieć ze sobą szalik, który jednocześnie może robić za poduszkę lub koc. Co robić, żeby nie mieć spuchniętych, obolałych nóg i innych problemów zdrowotnych przy tak długiej trasie? Rozchodzić! To była najczęstsza odpowiedź jaką znajdywałam w internecie. Podobnie, jak kiedyś szukałam domowych sposobów na rozciągniecie butów :).  I faktycznie, to jest najlepszy sposób. Wyzwanie się pojawia, kiedy się nie chodzi i nie da się, jak w przypadku butów, poprosić, żeby ktoś to zrobił za mnie. Oprócz problemów z krążeniem w nogach, mogą się pojawić odleżyny, czyli po prostu rany od leżenia lub siedzenia długo w tej samej pozycji, które są trudne do wyleczenia. Jeszcze jak się ma czucie, to pół biedy, bo łatwiej się zorientować, kiedy pojawia się ból. A jak skorzystać z toalety w samolocie (żeby w tym wieku o takich rzeczach pisać 😉 )? Nie wiem, czy zauważyliście, w większości samolotów korytarze między siedzeniami są bardzo wąskie, a w łazience nie ma zbyt dużo miejsca. Więc jak można sobie poradzić, kiedy się nie chodzi, a wózek jest w luku bagażowym? Przez wszystkie loty, które już są za mną, tylko raz zdarzyło mi się, że musiałam skorzystać z toalety, więc uf… i wolałabym więcej tego nie powtórzyć, ale przy 15 h w powietrzu może być ciężko :P. Już kilka razy dopytywałam, jak wyglądają samoloty na międzykontynentalnych trasach i w większości przypadków dowiadywałam się, że korytarze są szersze, w toaletach jest więcej miejsca, a na pokładzie samolotu jest wózek, z którego można skorzystać, żeby przedostać się z siedzenia do toalety. Mam nadzieję, że tak też będzie tym razem 🙂 

Macie jakieś doświadczenia w tym temacie? Podzielcie się nimi z nami na fb, żebym mniej się stresowała! 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *